Szpitale psychiatryczne oraz stygmatyzacja chorych psychicznie w mediach i nie tylko

O chorych psychicznie, szpitalach psychiatrycznych i stygmatyzacji schizofreników dużo się pisze. Już w roku 1972 Rosenhan przeprowadził eksperyment, w którym opisano rzetelność diagnozy medycznej psychiatrów. Eksperyment ten opublikowano w czasopiśmie Science „On being sane in insane places” ("O byciu zdrowym umysłowo w niezdrowych miejscach").

Jak twierdzi Rosenhan, osoby podające się za pseudopacjentów, na własną prośbę poszły leczyć się do różnych szpitali psychiatrycznych. Już w 1972 roku zauważyli to, co można zobaczyć w XXI wieku w roku 2016. Nadal w szpitalach jest za mało personelu medycznego, a ci, którzy powinni mieć najbliższy kontakt z chorym, są najbardziej niedostępni dla niego z powodu za małej ilości etatów. Tak jak kiedyś, w chwili obecnej najlepszy kontakt i dostęp do pacjenta mają sprzątacze w „psychiatryku". Zawiera to wymiar pewnej pogardy dla chorego, który ma możliwość przebywania z najniższym personelem szpitala, gdy nie ma odpowiedniego dostępu do fachowej opieki. Nikt nie przyzna, iż nie wykształcona pani salowa lub sprzątaczka zna się na najnowszych neuroleptykach czy zasadach terapii behawioralnej. Oprócz posuwania miotłą i zmywania mokrą szmatą, na nic nie można z ich strony liczyć. Natomiast polecanie ich w pewien sposób opiece najniższego medycznego personelu, stawia chorego psychiatrycznego w najniższej hierarchii społecznej, którą się im oferuje z powodu zapewne ich psychiatrycznego schorzenia. W związku z tym, czy to chory inżynier czy chory technik elektryk, jako chory zasługuje tylko na przebywanie z osobami nie z towarzystwa. Choroba piętnuje. Chory psychiatrycznie jest dobry do kolegowania się ze śmieciarzem albo sprzątaczem. Znam osobę z dwoma fakultetami, która chorowała psychiatrycznie i która wciąż jest poniewierana za to, iż kiedyś była pacjentką psychiatryka. Ze starej szlacheckiej rodziny z tradycjami, była pytana przez przypadkową osobę o to, czy wreszcie zajmie się wywozem kontenera na śmiecie z osiedla. Oprócz tego w pobliskim sklepie, gdy schodzi rano po bułki, a spotyka sprzątaczkę z osiedla, nie może się opędzić od jej towarzystwa (ta wprost chodzi za nią od lady do lady i usiłuje się pokazać do sklepowego monitoringu w dobrym towarzystwie albo w swoim towarzystwie).

W opinii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (PTP) stygmatyzacja chorych psychicznie zaczyna być widoczna w serialach, takich jak M jak miłość i Ojciec Mateusz. PTP wystosowało list do mediów, w którym pisze, iż to nie jest już zwykła wpadka scenarzysty, lecz na pewno zamierzone działanie, gdyż powtarza się piętnowanie osób chorych psychicznie. Dosłownie cytując list do mediów „w czerwcu widzowie serialu M jak miłość mogli oglądać, jak bohater, w którego historii scenarzyści również umieścili pobyt w szpitalu psychiatrycznym, chce spalić żywcem swoją dobrodziejkę, która dała mu pracę i schronienie”. Wcześniej w Ojcu Mateuszu padło zdanie "ten szaleniec z obsesją chce zamordować księdza”.

Idąc dalej, spotkałam się z uwagą znajomej, iż ci napiętnowani rezydualni mogą tylko wegetować na rentach i żyć poniżej średniej krajowej. Kąśliwe uwagi w mediach tylko to potwierdzają. Widać tu tendencję do odbierania chorym pracy, zadłużania ich i spychania do roli znajomych plebsu. Najlepsi znajomi to pijacy z piwnego ogródka oraz bezdomni (też bez pracy, na minimum socjalnym).

Gdy przeczyta się dalej o eksperymencie Rosenhana można zauważyć, że lekarze mają mało czasu na rozmowy z pacjentami, za wyjątkiem leczenia w klinikach. Może się to wiązać z lepszym przygotowaniem do pracy i stawianiem na człowieka a nie na chorego. Dla wielu wyjście z psychozy to tylko chemia i przyjmowane leki, nie wsparcie w trudnych chwilach oraz pomoc w wyjściu z impasu. Gdy nie bierze się pod uwagę ludzkiej duszy i ma się materialistyczne podejście oparte na ideologii Marksa oraz Lenina, choroba psychiczna to jedna z wielu chorób, które albo pójdą albo nie pójdą na leki psychotropowe Poza tym, wyjścia z tej choroby nie ma, gdyż według wielu można liczyć tylko na remisję objawów. W związku z tym chory stale jest pod obstrzałem, bo co by nie zrobił (jak w przypadku robienia notatek w eksperymencie „fikcyjnych pacjentów”), wszystko jest wyrazem jego choroby czyli nienormalności. Gdy jako chory malował obrazy, to po powrocie do zdrowia, kiedy zacznie znowu malować, lekarz uzna to za objaw nawrotu choroby (tak jakby w remisji nie mógł podjąć jakiejkolwiek aktywności). W końcu, gdy wyczerpie się zakres zdrowej aktywności, pozostaje mu siedzieć na rencie i nic nie robić, aby choć w 1% uchodzić za jako tako podleczonego. W tym przypadku pozostaje chorych pozamykać w klatkach i ponumerować zgodnie z programem medycznym gwarantującym mu wyleczenie (mówiąc prosto z mostu - w podwójnie ślepej próbie nikt nie wie: ani lekarz ani pacjent, co się zażywa i czy ten program nie skończy się dla niego zgonem). Jak wiadomo Polska robi badania i będzie je robić nie tylko dla zewnętrznych firm, ale też aby się wykazać swoimi osiągnięciami. Tak więc jako chorzy można mieć nikłe nadzieje na dobre potraktowanie chorego, gdyż opluty przez media straci pracę, a jako bezrobotny na rencie w końcu zostanie wpisany do badań naukowych. Poniewierany oraz stygmatyzowany staje się pośmiewiskiem tych zdrowych, którzy w razie problemów leczą się na cudze dane lub podkradają leki znajomym. Oby mieć tylko opinię młodego bogatego i bez problemów.

Agnieszka Szczepanik

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.