Lęki, na które nie ma rady

Istnieje wiele wymiarów lęku. Może być lęk uogólniony, lęk pod postacią fobii albo lęk separacyjny. Do lęków większego kalibru należy lęk odczuwany w schizofrenii. Wtedy w każdym ciemnym kącie czai się strach, przed, którym nie ma gdzie uciec.

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że choruje na schizofrenię. W najprostszej postaci zaczyna się wszystko od osobowości schizoidalnej. Wtedy ma się uczucie odcięcia od świata, choruje się na autyzm, choć nie koniecznie. Osoby, które mają schizofrenię cechuje triada objawów:

-autyzm,

-zanik uczuciowości wyższej,

- zaniknie kontaktów społecznych, wycofanie się.

Oprócz tego chorzy zazwyczaj w okresie nawrotu słyszą głosy (mają omamy słuchowe) albo cierpią na urojenia (np. że są prześladowani). W każdym wymiarze chory na schizofrenię może słyszeć imperatywne głosy, które coś mu nakazują. Większość (jeśli nie wszyscy) pacjentów przyznaje, że głosy namawiają ich do złego. Obrazy chorych są wykonane w krwistych kolorach, a ich treści zazwyczaj dotyczą diabłów, szatana, makabry, którą przelewają na płótno, a jest ona wytworem ich chorej wyobraźni. Lęk, który cechuje tę chorobę, to poczucie strachu, że coś się stanie, że ktoś dybie na ich życie, albo że wszyscy dookoła zmówili się przeciwko niemu.

Osoby chore, które mają prodromalne objawy i jeszcze nie poddały się diagnozie boją się niemal wszystkiego. Zamiast normalnie funkcjonować szukają oparcia, schronienia u krewnych lub znajomych, którzy ich przygarną i zajmą im uwagę. W skrajnych przypadkach pomieszkują u starej cioci lub babci w jej domu czy w mieszkaniu i czekają na to, aby się nimi zająć. Ciocia ma chorego lub chorą zabawiać rozmową, a najlepiej opowiadać jej na co sama choruje lub co jej dolega. Tak chory spędza czas w cudzym domu mając swój własny dom lub mieszkanie, który opala w zimie, a mieszka na cudzym ze strachu albo o swoje życie albo z powodu silnych lęków. Znane są przypadki wynajmowania małych ciasnych kawalerek lub pokoików, w których chorzy czują się najlepiej. Gdy dookoła są meble i wszystko w zasięgu oka na małej powierzchni 20m2 można jakoś przeżyć (najlepiej z konkubinem).

Problemem jest jeszcze niechęć do toalety osobistej i tzw. czarne kołnierzyki na bluzkach. Szkoda na pranie i na mycie. Nieraz w szpitalach psychiatrycznych chorych polewa się z węża, żeby choć trochę „odmokli”. Zachowanie to wiąże się z wycofaniem się z codziennego życia, nie dbanie o siebie, które jest typowe dla rezydualnej postaci schizofrenii. Ta silna niechęć wynika z oporów do zrobienia czegokolwiek, gdyż „stare” schizofrenie zazwyczaj nie są w ogóle aktywne, przeważnie nic nie robią. Osoby te sadzą się pod oknem, żeby choć trochę popatrzeć na otaczający je świat.

Rodzina, aby zachować pozory, myje, ubiera i karmi chorego. Poza tym w stanie zejściowym schizofrenii, jak już wspomniałam, chorzy nie robią dosłownie nic. Ten stan określa się jako tzw. ”roślina wegetująca”.

Agnieszka Szczepanik

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
5 + 5 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.