Ministerstwo Zdrowia pozbawia chorych na raka mężczyzn skutecznego leczenia „Ktoś bawi się w Pana Bo

Na nowej liście leków refundowanych nadal nie ma terapii ratujących życie chorym na raka prostaty. Czy resort zdrowia zawarł tajemniczą ugodę z producentem leku, który dzięki temu mógł częściowo zmonopolizować rynek?

Wiceminister zdrowia Maciej Miłkowski zapowiedział przed kamerami pod koniec czerwca, że nowe leki na raka prostaty do stosowania przed rozpoczęciem chemioterapii znajdą się na lipcowej na liście refundacyjnej. Słowa jednak nie dotrzymał. Leków nadal nie ma. - Zamiast leków dostaliśmy pismo, w którym pan minister po raz kolejny wyłuszcza nam w 13 punktach, jak wygląda proces refundacyjny, choć znamy to już na pamięć. Nie odnosi się do naszych pytań i wątpliwości, w całości je ignorując - mówi Bogusław Olawski, przewodniczący sekcji prostaty Stowarzyszenia „UroConti”.​

Członkowie Stowarzyszenia „UroConti” poprosili zatem o pomoc posłów, ale odpowiedzi ministerstwa na interpelacje poselskie niewiele różniły się od tych, które już znali. Nadzieja pojawiła się 4 lipca. Tego dnia wiceminister Miłkowski, odpowiadając w Sejmie na pytania dotyczące rozszerzenie możliwości terapeutycznych dla chorych na raka prostaty, przyznał, że na ostatnim spotkaniu w czerwcu uzgodnił z firmą cenę leku, na którego refundację czekają pacjenci. - Od producenta usłyszeliśmy, że jest to najniższa cena w Europie i spełnia wszystkie postawione przez ministra warunki. Dlaczego więc leku nie ma od lipca na liście. O co tu chodzi, skoro nie o pieniądze? - pyta Bogusław Olawski. Lek został też pozytywnie zaopiniowany przez AOTMiT. A taka opinia jest jednym z warunków, które musi spełnić lek, by trafić na listę refundacyjną.

Pytania o cenę leku są o tyle istotne, że jak już wcześniej wyliczyli eksperci, dodanie nowego leku do istniejącego programu leczenia chorych na raka prostaty nie zwiększy wydatków państwa, a może nawet je zmniejszy. Pacjenci nie mogą bowiem przyjmować dwóch leków jednocześnie. Lekarz będzie musiał zdecydować, który specyfik wybrać. Ale dzięki temu, że ma wybór, chory dostanie lek, który ma szansę przynieść mu korzyść.

Podczas posiedzenia Sejmu wiceminister Miłkowski powiedział także, że „maksymalny okres wejścia drugiego produktu jest po zakończeniu okresu (refundacji) pierwszego leku, czyli do 30 października”. To oznacza, że dopiero od 1 listopada chorzy z rakiem prostaty będą mieli dostęp do dwóch leków. - Muszą czekać do listopada, aż wygaśnie decyzja refundacyjna producenta-monopolisty. I albo przeżyją do tego czasu, albo nie - komentuje Bogusław Olawski.

Przyznaje też, że z jego informacji wynika, iż Polska jest jedynym krajem na świecie, w którym jako kryterium zapewniającym dostęp do leczenia obowiązuje warunek stopnia złośliwości nowotworu. Zdaniem członków Stowarzyszenia taka zasada w niesprawiedliwy i sztuczny sposób dzieli chorych.

- Ktoś bawi się w Pana Boga i decyduje kogo można i warto leczyć, a kogo nie. Od początku obowiązywania tego absurdalnego warunku protestowaliśmy przeciwko niemu, podobnie jak eksperci medyczni i Rada Przejrzystości [pełni funkcję opiniodawczo-doradczą dla ministra zdrowia – przyp. red.]. Zapytałem więc ministerstwo i producentów leków, jak to się stało, że zapis znalazł się w programie lekowym. Z zebranych odpowiedzi wynika, że obecny kształt programu jest wyłącznie wynikiem uzgodnień pomiędzy resortem zdrowia a producentem leku, który jest objęty refundacją - wyjaśnia Bogusław Olawski.

Lipcowa lista refundacyjna była już szóstą, na której nie pojawiły się nowe leki na raka prostaty do stosowania przed chemioterapią. I to mimo publicznych zapewnień przedstawicieli ministerstwa zdrowia. 

Autor: 
Dorota Romanowska
Źródło: 

Newsweek

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
3 + 0 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.