Zdradliwe liczby

Liczby cieszą się sporym autorytetem. Ich wartość naukowa wydaje się bezstronna i absolutna. Jest tak do tego stopnia, że ich wpływ daje się odczuć we wszystkich nieomal dziedzinach życia. Ale operowanie nimi może nas zwieść na bezdroża, o czym przypominają, podpierając się historycznymi przykładami, autorzy książki „Twierdzenie hipokryty”.

W czasach pandemii w których codzienność upływa nam pod znakiem liczb, wykresów, przewidywań, wokół ilości zgonów lub zarażonych Covid-19, „Twierdzenie hipokryty” Antoine’a Houlou-Garcii i Thierry’ego Maugenesta przypomina o początkach wtargnięcia kryterium ilościowego do publicznej dyskusji i ukazuje tego główne wady.

Książka zaczyna się od wzmiankowania jednego z najsławniejszych matematyków, Pitagorasa, autora powszechnie znanego geometrycznego twierdzenia. Potrafił on sprytnie utwierdzić swój wpływ na uczniów, lekko oszukując tak, aby ujść w ich oczach za proroka.

Dalej autorzy wprowadzają na karty swej książki niekoniecznie znane ogółowi postaci z XVI., XVII. i XVIII. wieku, uznawane współcześnie za ojców zjawiska dominacji liczb. Jean Bodin, doradca Henryka III we Francji, bawił się w numerologa i rozpoczął pierwsze nowożytne spisy ludności, wzorzec przyszłych państwowych statystyk. Wiek później, Anglik William Petty broni roli arytmetyki w polityce i zlicza wszystko, co go otacza. François Quesnay w XVIII. wieku, Francuz jak Bodin, rzuca podwaliny pod obliczanie produktu krajowego brutto (PKB).

Wszystkie dziedziny dotknięte

Wszyscy ci ludzie przyczynili sie do budowy świata rządzonego przez liczby. Autorzy „Twierdzenia...” opisują tego przejawy w przeróżnych dziedzinach. Przede wszystkim w dziedzinie zdrowia i związanych z nim katastroficznych przewidywaniach, które nie zawsze się sprawdzają a o których, często słusznych,  założeniach nie zawsze się pamięta. W gospodarce, wraz z pojawieniem się PKB, wartości podważanej ze względu na to, że sprowadza wszystkie wymiary rozwoju ludzkiego do jednej płaszczyzny. W geopolityce, wraz z teorią gier, gałęzią matematyki, która naznaczyła swym piętnem okres zimnej wojny i doktrynę odstraszania. Czy nawet w polityce, gdzie Lewis Carroll, znany jako autor „Alicji w krainie czarów”, objawia nam się w roli matematyka opracowującego metodę mającą dostosować karty do głosowania do pożądanych rezultatów.

Niektóre przykłady to niemal klasyka gatunku. Tak jak opowieść o matematycznych błędach jednego z oskarżycieli Dreyfusa czy o zapuszczeniu się w mętne wody eugeniki zapoczątkowane przez statystyka Galtona i jego wykresy w kształcie dzwonów. Znane są również błędy lub pułapki dotyczące podawanych liczb bez wzmianki o marginesach niepewności, widełek czy procentu fałszywych wyników pozytywnych w rezultatach testu... Lub jeszcze gdy współzależność zbyt szybko odczytujemy jako związek przyczynowo-skutkowy.

Pewien ciekawy passus książki relatywizuje nośność często spotykanego wniosku mającego podważać sens nauki: John Ioannidis, profesor w Standford, twierdzi, że 50% wyników naukowych jest błędna! Równie chwytliwe co łatwe do wytłumaczenia. Wyjaśnienie nie jest jednak konieczne gdyż, jak twierdzą autorzy, ten wniosek jest wynikiem„zjadającego swój własny ogon” rozumowania.

Całość skrzącej się ironią takich dawniejszych lub świeższych przykładów książki zwraca swym czytelnikom uwagę na wszechobecność liczb w naszym codziennym życiu, wszechobecność budzącą fascynację i/lub wstręt. W konkluzji autorzy książki namawiają, by nie ufać bezgranicznie liczbom, które oskarżają o to, że „sprowadzając wszystko do wymiernych wartości, zabiły nasze sny”.

Autor: 
David Larousserie Tłum. Bazyli Chara

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
7 + 2 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.