Może wcale nie chcą nas na Marsie

Skąd wzięliśmy ten pomysł, że jeżeli na Marsie istnieje już jakieś życie, te istoty chętnie chciałyby się z nami zapoznać? Co dobrego mieliby z typów, którzy umiejętnie niszczą własną planetę? Albo którzy mordują się nawzajem na dużą skalę i nie wydają się zdolni choć w minimalnym stopniu uczciwie podzielić żywność i dobrobyt? Dlaczego miałyby chcieć się wdać się w relację z nietolerancyjnymi istotami, które z przyjemnością podstępnie wyzywają się lub szydzą z siebie nawzajem poprzez media społecznościowe?

Zatem, gdy zeszłego tygodnia łazik Perseverance wylądował na Marsie, bardzo możliwe, że formy życia na tej planecie nie wiedziały, jak szybko muszą ukryć się za gęstą chmurą żelaznego pyłu. Jeżeli są tam już Marsjanie lub marsjańskie insekty albo bakterie, to jest prawdopodobne, że zrobią wszystko, aby nie zostać odkryte przez ludzi, bo to mogłoby w ostateczności prowadzić jedynie do nieszczęścia.

W związku z tym jest to ledwie zrozumiałe, skąd bierze się obsesja, żeby eksplorować Marsa. Lekko zdezorientowane i żądne uwagi typy, jak Elon Musk chcą nawet założyć tam hotel. Mówimy o planecie, która nie jest dostępna ludziom z powodu niemal całkowitego braku tlenu, ogromnie wysokiego poziomu promieniowania i braku wody. Tak, jak gdybyś w tych warunkach chciał przyjemnie leżeć sobie nad basenem  lub wybrać się na turystyczną wycieczkę. Nie ma tu nic do robienia. Jest zastanawiające, co dokładnie będzie atrakcją pobytu na Marsie, żeby przemilczeć około siedmiomiesięczną podróż samolotem, podczas, gdy już teraz nie do zniesienia jest dla nas przeżycie trzech miesięcy lockdownu.

Jednak nawet poważniejsze typy nie chcą przestać myśleć o Marsie. Perseverance to amerykański projekt Nasa, ale Chiny i Indie także naciskają. Naturalnie Rosja nie może zostać z tyłu. Według „The Times” również Zjednoczone Emiraty Arabskie są w poszukiwaniu jeszcze nudniejszego i bardziej suchego krajobrazu niż ich własny kraj. I do tego był jeszcze angielski łazik Beagle-2. Nie przetrwał on lądowania na Marsie w 2003 roku, co nie dziwi, jeśli zna się jakość brytyjskiej produkcji przemysłowej.

Perseverance kosztował Nasa marne 2,7 miliardów dolarów i pozostaje pytanie, co to wszystko ze sobą przyniesie. Nie znalazłem jeszcze odpowiedniego pytania naukowego. Być może jest to chybiona pogoń za prestiżem ze strony próżnych rządów, które widocznie nie mają żadnego lepszego celu dla pieniędzy z podatków.

Biedne istoty z Marsa ledwie zaznały momentu wytchnienia w ostatnich latach. Za każdym razem z Ziemi przybywa zabawka, żeby ciekawsko powęszyć. Czy nie powinniśmy po prostu zaprzestać tych bzdur, które poza ładnym obrazem telewizyjnym nie przynoszą niczego wartościowego? Wówczas moglibyśmy przeznaczyć pieniądze na (ponowne) odkrycie i zachowanie życia na Ziemi. 

Autor: 
Marcel Levi, tłum. Wiktoria Dzido

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
1 + 0 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.