6 miesięcy odnowy: Jak COVID–19 niszczy odporność?

Pacjenci, niosący COVID – 19, jeszcze przez długi czas po wyzdrowieniu będą cierpieć na dysfunkcję odporności, wyjaśnili uczeni z Wuhan. Lekarze, których ankietowała „Gazeta.Ru”, nie radzą biegać po tabletki do apteki, a zachęcają do tego, aby wzmocnić swoją odporność samodzielnie – do tego potrzeba 6 miesięcy.

Naukowcy z Instytutu Wirusologii w Wuchan ustalili, że Koronawirus przynosi poważny cios dla układu odpornościowego człowieka. Zgodnie z danymi, opublikowanymi w naukowym artykule, chłoniak – tymczasowe lub trwałe obniżenie stopnia limfocytów we krwi – jawi się jednym z najbardziej rozpowszechnionych objawów u pacjentów z COVID – 19. Przy tym, jak pokazały rezultaty z badań – u 55 osób wyzdrowiałych z koronawirusowej infekcji, ilość komórek układu odpornościowego w ich krwi nie wzrosła nawet po upływie kilku tygodni po wyzdrowieniu.

„U pacjentów z COVID – 19 wszyscy obserwowali znaczące fenotypowe zmiany w limfocytach po klinicznym wyzdrowieniu przez 4-11 tygodni. To mówi o tym, że infekcja SARS- CoV-2 głęboko wpływa na limfocyty i prowadzi do przewlekłych potencjalnyсh dysfunkcji” – tak mówią badania naukowe w tekście.

Jak objaśnił „Gazecie. Ru” absolwent RAN-u, prezes NCBiR im. Dmitrija Rogaczewa, doktor nauk medycznych i profesor - Aleksander Rumjancew, sam koronawirus nie może obniżać odporności – szybciej naruszy odpowiedź immunologiczną organizmu.

„W czasie tej infekcji część pacjentów, którzy ciężko znoszą chorobę, napotykają na lawinową produkcję białek. To silna zapalna reakcja organizmu, która przyjmuje postać czynnika patologicznego, powodującego rozwój zakrzepicy, zapalenie stawów i inne problemy dla życiowo ważnych organów. W rzeczy samej, po tym pojawiają się następstwa dla organizmu, które teraz aktywnie studiują naukowcy” – informuje lekarz.

Po jego słowach, dla obiektywnych wniosków o wszystkich następstwach koronawirusa powinna minąć określona ilość czasu. Wtedy też stanie się jasne, jaka mocna jest odporność po zachorowaniu.

Specjaliści nierzadko porównują koronawirusa z niedoborem odporności człowieka. W szczególności, laureat nagrody Nobla z 2008 roku, francuski wirusolog Luk Montanie oświadczył o możliwym laboratoryjnym pochodzeniu COVID-19 i o tym, że jego geny zawierają w sobie elementy HIV. Jednakże środowisko naukowe z tą ideą kategorycznie się nie zgodziło.

„COVID – 19 – jest to wirus, powodujący ostrą, to znaczy krótkotrwałą infekcję. Na dzień dzisiejszy nie ma ani jednego przypadku koronawirusa, który by przekroczył z ostrej fazy w chroniczną, to znaczy, zaczął żyć w organizmie człowieka” – opowiadał „Wiadomościom” kierownik laboratorium genomowej inżynierii MFTI Paweł Wołczkow.

Jak wziął pod uwagę naukowiec, dany patogen faktycznie zdumiewa wszystkie organy i tkanki – to zachodzi z tego powodu, że receptory na powierzchni komórek, na których on się zaczepia, znajdują się praktycznie na wszystkich typach tkanek. W związku z tym mogą zarazić się i komórki układu odpornościowego, co w rzeczywistości może spowodować ich śmierć.

Jednak w przypadku koronawirusa, przywrócenie układu odpornościowego jest możliwe – nawet jeśli to zajmuje wystarczająco dużo czasu. Opóźniona reakcja organizmu może także być związana z tym, że w trakcie zarażenia w organizmie pojawia się zbyt dużo limfocytów. Jednak potem one stają się niepotrzebne i obumierają.

„Po aktywacji komórki immunologiczne żyją niedługo, a zatem znikają albo stają się tzw. komórkami pamięci”. To właśnie nazywamy odpornością. System jest tak urządzony, że w trakcie wysyłki żołnierzy – limfocytów „do rezerwy” mogą ujawniać się nieduże wahania ich liczby. Ale potem awaria zostanie naprawiona przez nowe ogniwa” – wyjaśnił Wołczkow.

Autor: 
Tłum. Natalia Madziąg

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
5 + 6 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.