Niemieccy giganci w chińskich tarapatach, czyli jak Państwo Środka buduje własną potęgę bez Google'a

Stało się coś, co jeszcze do niedawna wydawało się mało prawdopodobne - nadgryzany jest mit niemieckiej marki i jakości. Wszystko przez to, że słynne auta mają w Chinach problemy z jakością. A jak wiadomo, rynek nie znosi próżni, więc lokalni konkurenci zacierają ręce z radości. Tym bardziej że Chińczycy wiedzą, jak wspierać własne marki, o czym przekonał się np. Google czy Facebook.

Na cenzurowanym dwie najbardziej lubiane i pożądane w Chinach marki samochodów. Mercedes-Benz i BMW pod coraz większą presją
Blokada amerykańskich korporacji technologicznych warta miliardy dolarów. Te pieniądze budują potęgę lokalnych koncernów
Niemiecki producent samochodów, legendarny Mercedes-Benz staje w obliczu narastającej nieufności rynku po serii problemów z jakością swoich produktów z lubością ujawnianych przez chińskie media
Konkurencja zaciera ręce, bo wreszcie znalazła się okazja do podgryzienia niemieckiego giganta

 

Dochodzenie w sprawie dealera

Organ regulacyjny w Xi'an, dawnej stolicy Chin (prowincja Shaanxi) wszczął niedawno dochodzenie w sprawie lokalnego dealera Mercedesa po tym, jak jedna z klientek nabyła u niego wadliwy towar. Swoją historię utrwaliła na filmie wideo, który cieszy się sporym powodzeniem w sieci, ponieważ dealer odmówił zwrotu pieniędzy lub wymiany pojazdu na inny. Nawet mimo tego, że problemy z silnikiem zaczęły się tuż po zakupie auta.

Sprzedawca, który podejrzewany jest o świadomą sprzedaż wadliwych pojazdów, na internetowych forach spotkał się z masową krytyką.

Podobna sytuacja miała miejsce w salonie Mercedesa w Shenzhen, jednym z czterech głównych miast Chin. W Shenzhen TV klienci poskarżyli się, że szyberdach w modelu E200L, który nabyli w październiku ubiegłego roku, otwiera się automatycznie, niezależnie od tego, czy w samochodzie ktoś jest, czy nie. Dealer nie chciał z nimi rozmawiać.

Inny dealer tej marki w Shenzhen również nie chciał wyjaśnić nabywcy modelu E300L, co wywołało usterkę samochodu sprzedanego mu ledwie przed miesiącem.

Kolejnym bólem głowy dla marki stało się to, że z powodu wadliwych poduszek powietrznych, Pekin Benz Automotive Co. będzie musiał wycofać z rynku 1925 mercedesów do 31 maja tego roku. Dotyczy to sedanów klasy C i sportowych pojazdów użytkowych GLC wyprodukowanych pomiędzy 27 stycznia a 26 marca 2018 r. W chińskiej sieci zawrzało, a niepodważalna do tej pory jakość niemieckich aut została wielokrotnie skrytykowana.

 

Awaryjna elektryka BMW

Problemy nie ominęły też wielkiego konkurenta Mercedesa, czyli BMW, który w Chinach "traci twarz" z powodu "elektrycznych" usterek.

Słynna niemiecka marka już zaczęła wycofywać z chińskiego rynku ponad 121 tys. pojazdów z powodu wadliwego systemu, który może prowadzić do nieprawidłowego działania modułu elektronicznego. Odwołanie dotyczy starszych modeli BMW - 318i, 320i, 325i i X1 wyprodukowanych przez BMW Brilliance Automotive oraz kilku innych importowanych modeli.

- Ze względu na wadliwą konstrukcję złącza kabli w przedniej skrzynce BMW bezpieczniki mogą zużywać się, co może w efekcie uniemożliwić uruchomienie pojazdu lub doprowadzić do awarii modułu elektronicznego. W tym drugim przypadku trudno byłoby kontrolować pojazd stwarzający poważne zagrożenie bezpieczeństwa ruchu - podał w komunikacie regulator rynku.

BMW Brilliance Automotive i BMW China Automotive Trading Ltd. już ogłosiły, że bezpłatnie wymienią wadliwe części w swoich modelach. Szybkość reakcji jest tu bardzo ważna - gra toczy się bowiem o ogromne pieniądze i reputację doskonałej wydawałoby się marki.

 

Kto na tym zarobi?

To co wykryto w niemieckich autach, sprzyja oczywiście lokalnym producentom oraz ich zagranicznym konkurentom. Chiny to największy autorynek świata, niezwykle lukratywny i coraz zamożniejszy. To tu Niemcy od dziesięcioleci sprzedawali tysiące samochodów, dzięki czemu zarobili wielkie pieniądze, stając się też wyznacznikiem trendów oraz synonimem jakości i luksusu.

Nasi zachodni sąsiedzi, m.in. po wielkich sukcesach na tym polu, stali się w Chinach szanowani, co pozwoliło im plasować na chińskim rynku również wiele innych produktów - auta przetarły drogę do Chin maszynom, produktom spożywczym i mlecznym czy przez wielu Chińczyków uważanym za najlepsze niemieckiemu piwu. Made in Germany stało się tu wyznacznikiem jakości i prestiżu.

I nikomu nie udało się później powtórzyć tego sukcesu, choć wielu próbowało. W autach, maszynach, mleku czy piwie Niemcy wciąż są numerem jeden, ale ostatnie awarie mogą ten wizerunek mocno nadszarpnąć, na co niewątpliwie czekają coraz silniejsi lokalni konkurenci. Tym bardziej że sami Chińczycy produkują coraz lepsze auta - są one już zbliżone osiągami do najnowszych rozwiązań światowych i wydaje się, że podobnie jak miało to miejsce np. z telefonami, mogą wkrótce zastąpić produkty zagraniczne.

Nawet mimo tego, że w tej branży jest trudniej, bo i konkurencja jest większa - w Chinach renomą wciąż cieszą się np. marki japońskie. Postęp jakościowy chińskiego przemysłu jest jednak tak znaczący, że nikt się specjalnie nie zdziwi, jeśli to właśnie chińskie samochody będą najlepiej sprzedawanymi markami na lokalnym rynku.

 

Stop Google, stop Facebook

Jest jeszcze jedna lukratywna dziedzina, w której Chińczycy preferują wyłącznie chińskie marki. To wszelkiego rodzaju aplikacje, portale społecznościowe czy wyszukiwarki internetowe. Dla popularnego Facebooka czy Googla nie ma tu miejsca, bo w porę znaleźli się chińscy zastępcy, którzy zaoferowali użytkownikom rodzime produkty, a władze korporacje z USA zwyczajnie zablokowały.

Nie są one być może jeszcze tak rozbudowane jak ich amerykańscy odpowiednicy, ale Chińczycy uchronili w ten sposób swój rynek przed wydrenowaniem go przez zagranicznych gigantów. A to równoznaczne jest miliardom dolarów, które popłynęły do portfeli lokalnych firm technologicznych, dlatego Alibaba czy Tencent są dziś niemal równorzędnymi konkurentami dla Googla czy Facebooka. Którym, dodać należy, Europa i większość świata poddała się zupełnie bezpłatnie, bo korporacje z USA w niewielu krajach świata płacą podatki (a jeśli już to bardzo niskie), choć generowały i wciąż generują w nich potężne przychody, blokując jednocześnie rozwój lokalnym platformom.

I choćby po polskim przykładzie widać, że Facebook "rozjechał" wszystkich praktycznie konkurentów i wraz z Google'em zdominował lokalne rynki reklamowe. A większość sutych zysków trafia do słonecznej Kalifornii. A z nimi, co należy mocno podkreślić, przeróżne dane osobowe czy informacje, które w sieci ochoczo ujawniamy. Chiny powiedziały stop i nawet trudno im się specjalnie dziwić, bo wiedzą i już dawno zaczęły doceniać to, co mają - rynek z blisko 1,4 mld coraz zamożniejszych konsumentów. To niewiarygodna potęga ekonomiczna. I pod tym względem nikt im nie dorównuje.

Autor: 
Leszek Sadkowski
Źródło: 

Onet

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
1 + 3 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.