Czy grozi nam katastrofa klimatyczna?

Czas spojrzeć prawdzie w oczy: jesteśmy największym przekleństwem naszej planety, ale obecnie także jej jedynym ratunkiem. Najnowszy raport IPCC, czyli Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu ONZ zdaje się być kolejnym potwierdzeniem faktu, że docieramy do punktu, w którym ekologiczny styl życia staje się nie tyle przejściową modą, lecz raczej koniecznością, z którą musi zmierzyć się każdy z nas. Dla dobra swojego i swoich najbliższych, ale także, jakkolwiek górnolotnie by to nie brzmiało, dla ogółu ludzkości i całej planety, której los nigdy jeszcze nie leżał tak bardzo w naszych rękach.​

Nie ulega wątpliwości, że zabrnęliśmy daleko. Brytyjski „Guardian” od kilku miesięcy proponuje używania pojęcia „kryzysu klimatycznego” zamiast „zmiany klimatu”. Skala wyeksploatowania i zdegradowania Ziemi przez człowieka jest trudna do konkretnego oszacowania; każdy z nas może ją jednak z łatwością dostrzec. Coraz częstsze anomalie i skrajności pogodowe, katastrofy naturalne takie jak susze czy powodzie, oraz wzrastające ceny żywności to tylko niektóre przykłady skutków wieloletnich działań. W szerszej perspektywie obserwować możemy szereg postępujących zmian klimatycznych, na czele z owym odmienianym przez wszystkie przypadki globalnym ociepleniem, pod którym kryją się inne, pomniejsze zagrożenia.

Wszystkiemu „winne” są ogromny przyrost światowej populacji oraz rozwój konsumpcyjnego stylu życia. Opublikowane ostatnio fragmenty raportu IPCC zwracają uwagę głównie na problemy, wynikające ze wzrostu spożycia mięsa, pomnożonego przez zwiększającą się liczbę mieszkańców Ziemi. Tzw. „przemysłowe rolnictwo”, mające niewiele wspólnego z tym, czym zajmowali się chłopi przed laty, prowadzi do wykorzystywania ogromnych połaci terenu, emisji gigantycznej ilości gazów cieplarnianych, a w dalszej konsekwencji – ocieplenia i radykalizacji klimatu. Eksperci IPCC wyliczyli, że od początków rewolucji przemysłowej temperatura lądów wzrosła o 1,53 stopnia Celsjusza. Może się to nie wydawać wysoką liczbą, ale w perspektywie całej planety różnica ta powoduje coraz częstsze fale upałów, obfite opady, ale też susze i pustynnienie lądów. W konsekwencji wyżywienie ciągle rosnącej liczby ludności będzie coraz trudniejsze, żeby nie powiedzieć niemożliwe.

Czy Ziemię, nasz (póki co) jedyny wspólny dom, da się wobec tego jeszcze w ogóle uratować? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie; z pewnością droga do skuteczności wiedzie przez dwutorowe działania – podejmowane odgórnie na poziomie rządów i międzynarodowych korporacji, ale też przez pojedynczego człowieka poprzez jego styl życia i codzienne wybory. Wspominają o tym również sami autorzy raportu, radząc każdemu z nas przynajmniej ograniczenie ilości spożywanego mięsa, dzięki czemu spadło by na nie zapotrzebowanie. Emisja gazów cieplarnianych powinna zostać maksymalnie ograniczona, w czym pomoże zahamowanie wycinania ogromnych połaci lasów pod uprawy i hodowlę zwierząt. Z pewnością nie jest to łatwe do wykonania zadanie, biorąc pod uwagę ogromne zapotrzebowanie światowej populacji na żywność. Wydaje się jednak, że obecnie nie mamy już wyjścia.

Konieczność zmiany diety jest elementem, na którym najsilniej skupiają się autorzy raportu. Współczesne rolnictwo wykorzystuje ogromne ilości surowców; autorzy raportu wyliczyli, że zużywa ono 70% światowych zasobów wody pitnej. Problemem jest jednak nie tylko pobór, ale również wytwarzanie. Jeżeli uwzględnimy fazę przed- i poprodukcyjną, okaże się, że rolnictwo odpowiada za ok. 37% emisji gazów cieplarnianych. Oczywiście, wszystko to spowodowane jest koniecznością wyżywienia wciąż wzrastającej liczby ludności. Jednym z najpoważniejszych problemów, przed którym obecnie stoimy, jest rozdźwięk pomiędzy popytem a podażą, który w konsekwencji wywołuje ogromne braki w naturalnych zasobach Ziemi. Próbując wyżywić wszystkich, narażamy się na to, że wszyscy będziemy cierpieć z powodu niedostatków żywności i wody pitnej. Obecnie mamy do czynienia z ogromnymi kontrastami – ponad dwa miliardy ludzi cierpią na nadwagę lub otyłość, podczas gdy 820 milionów jest niedożywionych. Istnieje ryzyko, że liczba ta znacząco się powiększy. Z powodu coraz częstszych ekstremalnych zjawisk pogodowych żywności najprawdopodobniej nie będzie wystarczać dla wszystkich. Łatwo się domyślić, do czego może doprowadzić taki rozwój wydarzeń.

Konkluzja raportu nie jest łatwa do przyjęcia. Zdaniem ekspertów ONZ, zmiany muszą nastąpić natychmiast; to właściwie ostatni dzwonek, by powstrzymać nadciągającą katastrofę. Nie będzie to proste, każdy z nas powinien jednak przyjąć do wiadomości, że odpowiedzialność za planetę spoczywa także na nim, i dokonać zmian w swoim życiu, by zachować Ziemię nie tylko dla siebie, ale również dla przyszłych pokoleń. A ponieważ to my doprowadziliśmy naszą planetę do tego stanu, tylko my możemy tego dokonać.

Autor: 
Kamila Półtorak
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
1 + 4 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.